Mówią,że pisanie jest formą terapii. Nie wiem. Raczej mam do tego słomiany zapał.
Mam 24 lata, pół roku temu zdiagnozowano u mnie nerwicę. Wszystko zaczęło się przez studia, a raczej ćwiczeniowców 5 lat temu, kiedy to postanowili mnie zostawić na 1 roku przez 3 lata. Tak- jestem uparta i siedziałam 3 lata na 1-wszym roku. Nie wiem czy jest to powód do płaczu czy dumy. Wszystko wydawało się ok. Zawsze miałam problem z nadwagą, ale udało mi się zrzucić kg i dość do prawidłowej wagi. Tak, to było 2 lata temu. Od tamtej pory pięknym sposobem przytyłam +20 kg z groszami. Fajnie, nie ? Mam I stopień otyłości- 84 kg przy 159 cm wzrostu. Smutne. Zaczęła się przeprawa z dietetykami, trenerami na siłowni, psychologiem i psychiatrą. Nie chcę wspominać o moim wszystkich objawach, ale było ich multum, zaczynając od agresji, przez bulimię i inne.moim dużym problemem jest kompulsywne objadanie się w czasie stresu chlebem. Koniecznie chlebem.
Od lutego rozpoczęłam treningi z trenerką personalną.Waga spadła o 1 kg i stanęła.Do dietetyczki nie miałam ochoty już chodzić i słyszeć, że albo stoi albo w górę, czasem w dół o parę deko.
Do refleksji zmusiła mnie koleżanka i rozmowa z drugą koleżanką. Dlaczego tak się stało ?
Bo się poddałam. Już na początku musiałam się poddać, kiedy to zdarzyło się parę wpadek. Usprawiedliwiałam się przed sobą i innymi, że przecież treningi, że to i tamto. Chciałam, chcę .. ale na samych chęciach stanęło.Gdzieś zabrakło mi siły i motywacji. Poddałam się. Ale muszę to zmienić.
Będzie długa droga ... Tak dużo rzeczy do naprawienia, Wow. Tak ciężko. Wow. Nic nie pomaga. Wow.
Taka sytuacja ...